Życiowe zakręty.

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Życiowe zakręty.

Pisanie  Miśka on Pią Sty 06 2012, 11:25

Jestem nowa na tym forum i zastanawiałam się długo czy w ogóle podjąć temat. Ze względu iż nie za bardzo mam z kim pogadać bo wiem jakie zdanie na ten temat mieliby moi znajomi i rodzina to tutaj wolę wylać swoje żale.
Jestem mężatką od kilku ładnych lat. Mój maż nigdy nie był specjalnie wylewny jeżeli chodzi o uczucia. Na początku jednak było w porządku. Często się kochaliśmy i byliśmy dla siebie czuli. Mimo idylli jaka według mnie panowała w naszym związku mojemu partnerowi zdarzały się pewne nazwijmy to wpadki. Np. w czasie naszego wyjazdu na Słowację w czasie mojej nieobecności romansował telefoniczne z jakąś dziewuszką. Sprawa się wydała. Mój facet oczywiście przepraszał na kolanach i przyrzekał ze to się więcej nie powtórzy. Wybaczyłam bo wiedziałam że do niczego między nimi nie doszło. W sumie przez pierwszych pięć lat było raczej w porządku. Po kilku latach coś się zaczęło zmieniać. A w zasadzie to największe zmiany zaszły kiedy mój mąż zmienił pracę. Stał się opryskliwy a powiedziałabym nawet że chamski. Z seksem też się popsuło. Były momenty że potrafiliśmy się nie kochać że już nie wspomnę o zwykłym przytulaniu czy nawet całowaniu przez dwa lata. Ja robiłam co mogłam rozmowy, prośby, groźby czy nawet awantury które i tak nic nie dawały. Każda jedna inicjatywa z jaką bym nie wyszła spełzała na niczym. Rozmowy wyglądały tak że ja pytałam co robię źle że zaczęliśmy żyć obok siebie zamiast ze sobą. Mój mąż opowiadał że musi się zastanowić i za każdym razem jak po kilku dniach podnosiłam temat jego przemyśleń to mówił że nie wie i że jeszcze się nie zastanowił. Jeżeli chodzi o aranżowanie jakichkolwiek sytuacji intymnych to niestety mój mąż na pieszczoty reagował głupkowatym śmiechem lub wręcz brutalnymi zachowaniami pt.: odp...dol się bo nie mam ochoty. Było wiele jeszcze drobiazgów którymi naraził mi się w ten czy inny sposób. Doszło do tego że zaczęłam zastanawiać się nad rozwodem. Trwało to prawie trzy lata. W połowie roku poznałam faceta typ podrywacza i cwaniaczka ale po mimo że nie uległam jego urokowi to obudził we mnie tęsknotę za szaleństwem i flirtem którego brakowało mi już od tak dawna. Sytuacja w domu się zaogniła. Ja zaczęłam dostrzegać że jestem ofiarą mojego partnera a w głowie rodziły się różne scenariusze choć by o jego zdradach. Już nie umiałam sobie wytłumaczyć jego 3 letniej wstrzemięźliwości brakiem ochoty czy też zmęczeniem. Na domiar złego trafiłam do szpitala z rozpoznaniem guza. Świat mi się na głowę zawalił. Rodzina choć nie liczna dzielnie mnie wspierała przez cały okres rekonwalescencji. Mój mąż odwiedził mnie na onkologi trzy razy po 15 minut z czego przy drugim razie nie zapytał jak się czuję tylko czy nowotworem można się zarazić? (mąż jest hipochondrykiem) Po szpitalu nie było lepiej. Przez tydzień siedziałam w domu i w ogóle nie wychodziłam z powodu komplikacji. Mój mąż potrafił wrócić z pracy po obiedzie w knajpie a kiedy ja poprosiłam żeby mi chociaż poszedł i kupił jakieś kajzerki bo lodówka pusta a ja dzisiaj jeszcze nic nie jadłam to powiedział że jest zmęczony i mu się nie chce. Coś we mnie wtedy pękło i zrobiłam mu dziką awanturę. Nie tylko poruszyłam temat jego egoistycznych nawyków, chamskiego zachowania ale też i oziębłości seksualnej w stosunku do mnie. Zagroziłam rozwodem i dałam czas do namysłu. Oczywiście coś się zmieniło ale w dalszym ciągu czuję się jak zapchajdziura. Seks jest beznadziejny ale ze względu na to iż boje się że go mogę zrazić to udaje że wszystko ok'. Oczywiście w dalszym ciągu to ja rozpoczynam jednostronną grę wstępną. Czasem mu się zdarzy być w stosunku do mnie ordynarnym ale rzadziej niż kiedyś. Oczywiście egoizm wychodzi z niego na każdym kroku. Zresztą myślę ze z tej wady to go raczej szybko nie wyleczę. Został tak nauczony przez swoich rodziców. Był jedynakiem i miał wszystko podstawiane pod nos. Teraz ja za to płacę.
Ja niedługo dojdę do 40-stki a moje życie jest nudne i bez polotu. Nie mamy dzieci i już mieć nie będziemy. W swoim życiowym partnerze nie mam wsparcia. Tęsknie za dobrym seksem i w ogóle czuję że grunt mi się osypuje z pod nóg. Może ten związek jest skazany na niepowodzenie a ja go bez sensu reanimuję? Tylko jak teraz zacząć wszystko od początku?

Uf przepraszam że się tak rozpisałam chociaż to co tu przelałam to tylko kropla w morzu. Doradźcie coś może któreś z was ma takie same problemy. Chciałabym naprawić nasz związek ale brakuje mi pomysłów. Sad
Pozdrawiam

Miśka

Liczba postów : 27
Join date : 06/01/2012
Age : 43
Skąd : Warszawa

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Pią Sty 06 2012, 11:54

Misia... walka o zwiazek to ciężka robota , ale żebyś się zacharowywala na amen to jeśli pracuje jedna strona to lipa.... Ważna kwestia to pytanie czy chcesz za wszelką cenę z nim być , czy rozwazasz rozwód w kategoriach realnych... bo jeśli chcesz próbować to zostają już tylko Hmmm " zagrywki" skoro wszystko co do tej pory zrobilas nie dało efektu , więc najpierw pytanie ... walczymy czy pasujemy???

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Pią Sty 06 2012, 21:15

Dobrze trafilas Miska. Spoktasz tu madrych zyczliwych ludzi, ktorzy rowiez sa po przejsciach a czesto w nich trakcie Smile
Na poczatek sie wygadaj... Pomoze Ci to poskladac mysli i podsumowac to pozal sie Boze, malzenstwo... Pomoze zadecydowac co z tym wszystkim dalej poczac.
Ja jestem wlasnie takim typem podrywacza-cwaniaka, lecz chyba kto jak kto, ale Ty pewnie przyznasz mi racje, ze swiat dzieki takim typom jest bardziej kolorowy, a i zycie przyjemniejsze Smile
Nie zawsze bylem taki - bylem wrecz swoim przeciwienstwem przez wiekszosc zycia. Zmienilem sie po tym jak pewien uwodziel bez zasad, ukradl mi zone, rozbijajac moj 10 letni zwiazek. Zwiazek, w ktory bylem nieszczesliwy, jak Ty. Zwiazek z cholerna jedynaczka, egoistka, a do tego silna kobieta - taka charakterna. Nie mamy dzieci, lecz pewnie bylbym z nia do dzis i nadal bym sie dusil i meczyl, gdby nie ten podrywacz. I tak zero szacunku dla niego, bo nie przestrzega zasad, z ktorych jedna mowi ze nie rozbija sie cudzych zwiazkow dla chwilowej przyjemnosci, a w ogole zasada numer 1 mowi ze uzywamy nabytych umiejetnosci po to by uszczesliwiac kobiety, a nie zeby lamac im serca Cool
Wynioslem troche wiedzy z tej zyciowej lekcji i chetnie sie z Toba podziele tym co wiem:
1. jedynak bedzie zawsze egoista, a jego rodzice zawsze wezma jego strone - nie powinno sie do nich nawet mowic mamo tato, bo oni od zawsze maja tylko jedno dziecko...
2. pewne zachowania cechy charakteru mozna w czlowieku zmienic (czyt. tylko on sam moze tego dokonac, tylko kiedy sam tego chce i wlozy w to sporo wysilku), lecz im starszy tym trudniej - po trzydziestce to juz bardzo trudne...
3. u zle traktowanej kobiety czesto pojawia sie taki rodzaj syndromu sztokholmskiego - wini siebie za to ze jest zle, usprawiedliwia zachowania faceta i kocha go bardziej niz powinna (takie uzaleznienie od tego co nam szkodzi)
4. hmm.. no... no masakra masz tego faceta Evil or Very Mad

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Pią Sty 06 2012, 21:59

Ejjjjjjjj poczekajmy mąż jaki jest każdy widzi , ale Miska jeszcze nie wie czy nie będzie o to małżeństwo "przypadkiem" dalej walczyć... i jeśli tak to nie ma co... tylko dasz Fors... kilka rad o efekcie niedostepnosci itd .

Każdy sam musi dojść do momentu w którym przechodzi , na druga stronę mocy i ty się Miska nie śpiesz bo Jestes na etapie w którym to już tylko kwestia kilku dni, tygodni, max miesięcy już NIE lat ....

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  sama on Pią Sty 06 2012, 23:58

Sprawa beznadziejnie wygląda.
Nie chciałabym pisać, że powinnaś odejść... Ale kurcze, ten twój mąż jest po prostu beznadziejny. Myślę, że walka o ten związek i o niego, żeby był normalny, wymagałaby bardzo dużo wysiłku i poświęcenia z twojej strony, a w dodatku już sama nie mam pojęcia jak byś miała walczyć, skoro tyle już zrobiłaś.

sama

Liczba postów : 38
Join date : 05/01/2012
Age : 29

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Sob Sty 07 2012, 00:57

Unmei napisał:Forsaken pogryzę Cię :P
tym jezyczkiem to mozesz mnie gryzc do woli - przynajmniej sladow nie bedzie Wink
Oczywiscie ze wszystko zalezy od wychowania, i to przez wychowanie jedynaki sa jakie sa, a nie przez urodzenie...
jestes wiec wyjatkiem ktory potwierdza regule Wink
A moze w dziecinstwie spedzalas duzo czasu z jakas kuzynka albo dzieciakami z podworka - takie kontakty tez ucza emaptii i tego ze ta druga osoba jest autonomiczna jednostak i nie musi wszystkiego robic pod nas Smile

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Życiowe zakręty.

Pisanie  Miśka on Sob Sty 07 2012, 01:59

Napisałam jednego posta i wszystko mi gdzieś wsiąkło Embarassed .
Od początku.
Dziękuję wam za rady. Mój maż jest beznadziejnym przypadkiem ale dalej go kocham. Wszystko co dziś mamy zawdzięcza mojemu uporowi. Nawet swoją pracę. To ja go zbałamuciłam żeby spróbował. Dzisiaj pracuje tam już 6 lat i jest zadowolony. Nie mogę powiedzieć bo i ja odetchnęłam trochę. Finansowo nas to postawiło na nogi. Wracając do tematu jak już wspomniałam wszystko co mamy to moja zasługa. Kiedy poznałam mojego męża był dosłownie nikim. Ot taki zwykły zakompleksiony facet z jedną parą portek i dwoma koszulami w szafie. Nie miał nic. Ja też byłam z ubogiej rodziny ale mój dobytek po mimo ciężkiej sytuacji rodzinnej był bardziej pokaźny. Wszystkie pieniądze jakie zarabiałam zaraz przed no i oczywiście po ślubie inwestowałam w meble sprzęty gospodarstwa domowego i w mojego męża żeby nasze życie zaczęło byś znośne. To ja załatwiłam mieszkanie i kredyt. To ja je wyposażyłam i umeblowałam. Mój maż tylko ciągle jojczył i pytał po co nam to. Ale potem miło mu było chwalić się przed kumplami naszym wspólnym gniazdkiem. To ja zapraszam na każde święta całą moją i jego rodzinę. On jak zwykle tylko stęka że tyle trzeba pieniędzy wydać żeby naszych rodziców ugościć. Ku.wa ja przepraszam ale to już przegięcie. Nigdy nie miałam szczęśliwego dzieciństwa i teraz póki mogę to chcę nadrobić ten czas tym bardziej że mój dom to taka "free zone". Tylko u mnie nikt się nie kłóci i każdy jest dla reszty miły i uprzejmy. Ale co tam. Oczywiście bywały też i dobre momenty. Czasem mój mąż sprawiał mi niespodzianki że dech mi zapierało. Przez te wszystkie lata kiedy organizowałam u nas wigilię to ze względu na jego i moją rodzinę prosiłam żeby nie robili prezentów. Wiedziałam że ich na to nie stać. Sami sobie też pod choinkę nie dawaliśmy nic bo zakup jedzenia to i tak duży wydatek. Jednak któregoś roku kiedy się pochorowałam świąt u nas nie było. Jeździliśmy mówiąc brzydko z gębą po kweście bo ja nie byłam w stanie stać tyle godzin przy garach. Zrobiłam więc dla każdego prezent. Nie były to może jakieś wypasione upominki ale żelów pod prysznic też nie dałam. Mój mąż oczywiście był oburzony. Na tydzień przed wigilią zapytał czy on też ma mi jakiś prezent kupić. No trochę mnie to zabolało ale powiedziałam że jak uważa bo ja dla niego coś mam. Dostałam wtedy złoty łańcuszek i kolczyki. Jak zobaczyłam to oniemiałam. Cztery lata temu na urodziny dostałam laptopa. Też mnie tym bardzo zaskoczył. Tak więc widzicie sami że może jeszcze da się z niego coś wykrzesać. Najczęściej to było tak że ja mu robiłam prezenty które on przyjmował z uśmiechem na twarzy. Jak już wcześniej pisałam to największa zmiana w jego zachowaniu nastąpiła po zmianie pracy. Stał się strasznie opryskliwy wręcz gburowaty zresztą nie tylko dla mnie ale i dla naszych znajomych. Zrobił się strasznie sknerowaty żeby nie powiedzieć chciwy. Z roku na rok sytuacja była coraz bardziej uciążliwa. Jednak jego chciwość dotyczyła wszystkich ale nie jego samego. Nie będę o tym pisać bo jak sobie przypomnę to mi się na płacz zbiera ale cóż.
Ja w dalszym ciągu chcę ratować ten związek. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł żeby iść z moim partnerem do psychologa a nawet do seksuologa. Oczywiście odmówił. Ja jednak jestem przedsiębiorcza i podstępna więc wykombinowałam iż kiedy będzie na urlopie to pod pretekstem zwykłej wizyty u lekarza zaciągnę go tam siłą. Może rozmowa z obcą osobą pozwoli mu się otworzyć i dowiem się w którym miejscu popełniam błąd że te nasze relacje są takie chore.

P.S.

Zgadzam się z Forsakenem że podrywacze-cwaniaki powodują że świat jest bardziej kolorowy a życie przyjemniejsze. Tylko ile człowieka zdrowia kosztuje oparcie się ich urokowi.

Miśka

Liczba postów : 27
Join date : 06/01/2012
Age : 43
Skąd : Warszawa

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Sob Sty 07 2012, 02:19

sila nie ma sensu - zbuntuje sie i nic nie powie....
idz sama - psycholog doradzi Ci dobrze co dalej poczac
zaprosi tez meza... ja wahalem sie przez miesiac, ale w koncu tez dalem sie zaciagnac Smile

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Życiowe zakręty.

Pisanie  Miśka on Sob Sty 07 2012, 02:53

Do Forsaken.
Byłeś u psychologa i co pomogło coś? Czy coś się w tobie zmieniło? Czy zacząłeś patrzeć na życie inaczej? Czy pomogło ci to w twoich kontaktach z ludźmi? Pisz mi szybko bo ciekawa jestem. Mam okazję dowiedzieć się u źródła czego się spodziewać i na co liczyć. Very Happy Suspect

Miśka

Liczba postów : 27
Join date : 06/01/2012
Age : 43
Skąd : Warszawa

Powrót do góry Go down

Życiowe zakręty.

Pisanie  Miśka on Sob Sty 07 2012, 03:06

Do Unmei.
Masz rację to jak się zachowujemy jest zdeterminowane przez nasze najbliższe środowisko. Mój mąż był rozpieszczany przez swoich rodziców i nauczony że jemu wszystko się należy. Cały problem polega na tym że sami sobie nazłość zrobili. Bo teraz to on jakoś nie kwapi się żeby im pomagać choć powodzi nam się zupełnie nieźle. Ja na początku starałam się jakoś mu przemówić do rozumu ale po jakimś czasie dałam za wygrana. Teraz to nawet się trochę cieszę że jest jak jest bo sami mogą zobaczyć jakie ciężkie ja mam z nim życie. Może oni coś pomogą zamiast klepać go ciągle po głowie. Jest takie powiedzenie że to co damy z siebie ludziom wraca do nas w dwójnasób.

P.S.
Idąc tym tropem mojego męża dopadnie zalew szamba? tongue

Miśka

Liczba postów : 27
Join date : 06/01/2012
Age : 43
Skąd : Warszawa

Powrót do góry Go down

Życiowe zakręty.

Pisanie  Miśka on Sob Sty 07 2012, 03:16

DO wszystkich.
Zresztą co tu dużo gadać. Mam w nosie czy mój mąż jest sknerą czy nie. Ja chcę, pragnę żeby mnie kochał, tulił, szanował, po prostu był całym moim życiem. Każdym moim oddechem i uderzeniem serca do końca moich dni. Tylko błagam nie piszcie mi tu że jestem niepoprawną romantyczką i głowę noszę gdzieś wysoko w chmurach. Ale takiego właśnie partnera chcę. O takim marzę i o takiego walczę. Jeżeli się nie uda to spasuję. Jednak muszę najpierw wyczerpać wszystkie możliwe pomysły które mnie choć do tego zbliżą. Tylko wtedy nie będę miała wyrzutów sumienia do końca życia. Neutral

Miśka

Liczba postów : 27
Join date : 06/01/2012
Age : 43
Skąd : Warszawa

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Sob Sty 07 2012, 03:22

Miśka napisał:Do Forsaken.
Byłeś u psychologa i co pomogło coś? Czy coś się w tobie zmieniło? Czy zacząłeś patrzeć na życie inaczej? Czy pomogło ci to w twoich kontaktach z ludźmi? Pisz mi szybko bo ciekawa jestem. Mam okazję dowiedzieć się u źródła czego się spodziewać i na co liczyć. Very Happy Suspect
bylem... z moja wtedy jeszcze zona... wybiegla ze lzami z gabinetu, bo okazalo sie jestem autonomiczna jednostka i mam prawo zyc tak jak chce - chocby mi to szkodzilo. Ona zas nie moze wymagac ode mnie zmiany, bo nie ma do tego prawa. Ma prawo odejsc jak jej nie odpowiada jaki jestem...
potem pochodzila jeszcze troche... ja juz nie... ale zostala nam jedna oplacona wizyta nie wykozystanaa wiec kiedy zona odeszla do do innego, to wzialem ta wizyte i namowilem ja zeby poszla ze mna ten ostatni raz... i... Wybieglem ze lzami w oczach z gabinetu, bo dowiedzialem sie ze jest autonomiczna jednostka i moze sobie ulozyc zycie z kim chce - a ja, mimo ze maz, musze to po prostu zaakceptowac... Nie posluchalem.. walczylem do konca... A trzeba bylo jednak posluchac Smile

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Życiowe zakręty.

Pisanie  Miśka on Sob Sty 07 2012, 03:34

Do Forsaken.
No to teraz mnie chłopaku załamałeś. Ale z drugiej strony to ja właśnie chcę iść i dowiedzieć się co ja źle robię że to wszystko tak wygląda. Nie dam się złamać. Będę jak "Tommy Lee Jones" - w Ściganym, jak pitbul. Dam radę. :zmieszany:

Miśka

Liczba postów : 27
Join date : 06/01/2012
Age : 43
Skąd : Warszawa

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Sob Sty 07 2012, 05:36

Trza byc twardym a nie mietkim Smile Jak Roman Bratny Suspect
podoba mi sie twoje podejscie, masz tu ode mnie prezencik:

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  mariolade89 on Sob Sty 07 2012, 05:40

Forsaken napisał:Trza byc twardym a nie mietkim Smile Jak Roman Bratny Suspect
podoba mi sie twoje podejscie, masz tu ode mnie prezencik:

Najlepiej twardy na zewnątrz a miekki w środku... Very Happy


Prezencik... Niezły;) Znalazłbyś wspólny język z moim bratem... Ja wolę trochę inne klimaty. Ale dziękuję Very Happy
avatar
mariolade89

Liczba postów : 109
Join date : 07/01/2012
Age : 29
Skąd : z dziczy;)

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Sob Sty 07 2012, 06:09

Mario, jesli pijesz teraz do mojego biegania ze lzami w oczach, scratch
to wiedz ze nawet najwiekszym twardzielom sie to zdarza Cool

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  mariolade89 on Sob Sty 07 2012, 06:13

Forsaken napisał:Mario, jesli pijesz teraz do mojego biegania ze lzami w oczach, scratch
to wiedz ze nawet najwiekszym twardzielom sie to zdarza Cool

Ja do niczego nie piję...

Wręcz przeciwnie - wrażliwość u mężczyzny to coś bardzo cennego i docenianego... (z mojego punktu widzenia).
avatar
mariolade89

Liczba postów : 109
Join date : 07/01/2012
Age : 29
Skąd : z dziczy;)

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  mariolade89 on Sob Sty 07 2012, 06:15

A tak naprawdę to mi się wątki pomyliły... i całkiem przypadkiem się tu w temat wbiłam...

Mea culpa...
avatar
mariolade89

Liczba postów : 109
Join date : 07/01/2012
Age : 29
Skąd : z dziczy;)

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Sob Sty 07 2012, 07:33

no widze widze...
jakos chcialem delikatnie zmienic temat zeby nie wydal sie Twoj nieogar Laughing
ale oczyscie musialas sie wychylic i wychlapac wszystko Wink

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Życiowe zakręty.

Pisanie  Miśka on Nie Sty 08 2012, 09:52

Wczorajszy wieczór był okropny!!!!!!!!! Sad . Wpadła do nas znajoma w odwiedziny. Mój mąż pokazał swoje chamskie oblicze w stosunku do mnie. Kiedy poszłam ją odprowadzić była wręcz zdegustowana jego zachowaniem. Mam takiego doła że jakoś nie umiem się pozbierać. No Dzisiaj pojechaliśmy na cmentarz ( 2 rocznica śmierci mojej mamy) i oczywiście w trakcie drogi również nie obyło się bez wulgarnych docinków. Był taki moment że chciałam go po prostu wysadzić z samochodu ale zacisnęłam zęby. Po cmentarzu mój brat zaprosił nas do siebie na obiad. Chyba mój małżonek zorientował się że przegina bo zaczął się zachowywać trochę lepiej. Mój humor jednak nie polepszył się specjalnie. Nie mogę dziś z nim o tym porozmawiać bo wiem że nie wytrzymam ciśnienia i rozmowa może skończyć się awanturą a nie o to mi chodzi. Tak czasem sobie myślę co ja takiego złego w swoim życiu zrobiłam, kogo skrzywdziłam że teraz muszę tak pokutować? Płakać mi się chce. Sad . Czuje się jak bym była zamknięta w klatce a klucze do niej miał mój mąż i stojąc na przeciw tego więzienia śmieje mi się prosto w twarz. Żałosne ale prawdziwe. :bezradny:

Miśka

Liczba postów : 27
Join date : 06/01/2012
Age : 43
Skąd : Warszawa

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Nie Sty 08 2012, 10:59

Misiaku kochany, jak ja ci współczuje.... ehhh te emocje i te fochy i zagrania... , dobrze, ze powstrzymałas sie przed awanturą to i tak nic by nie wniosło, a tylko Ciebie wymęczyło psychicznie... jesteś strasznie dzielna i mądrze postąpiłas... :przytul:

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Życiowe zakręty.

Pisanie  Miśka on Nie Sty 08 2012, 11:14

Do one-reset-ana.
Jak dobrze czasem dobre słowo usłyszeć nawet od obcej i nie znanej osoby. Tak jakoś się ciepło na sercu robi. Staram się walczyć choć coraz ciężej. Ale się trzymam - przynajmniej narazie. Neutral

Miśka

Liczba postów : 27
Join date : 06/01/2012
Age : 43
Skąd : Warszawa

Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Nie Sty 08 2012, 11:16

jak ja Cię dziś szalńczo witającą tu zobaczyłam to miałam uśmiech od ucha do ucha... i za to Ci dziekuje bo to takie kochane i dobre... i mam nadzieje ze kiedys juz nie bedziemy wszyscy dla siebie tacy obcy... tak mi sie marzy cichutko..

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Czw Sty 12 2012, 08:24

Miska... jak tam? wszystko w porzadku?
Myslalem sporo o Twoim przypadku. Nie bedzie latwo...
Najpierw trzeba by go zmusic zeby chcial... zeby zaczelo mu zalezec.. Bo to on sie musi zmienic...
Ty rowniez,, tak troche... Ale Ty szukasz drogi by to wszystko poskladac, dlatego juz jes na dobrej drodze Smile
Jednak jemu nie zalezy... Trzeba zrobic tak zeby mu zalezalo - musi zobaczyc realna szanse na to ze straci wszystko. Tak mi sie wydaje. Na pewno nie ditrzesz do niego dobrocia. Ale eskalowanie powolne konfliktow tez nie jest wskazane...
Nie jestem pewien, ale wydaje mi sie ze dobre by bylo pare cichych dni, a potem.. calkowicie chlodne i spokojne polozenie mu na stole napisanego pozwu rozwodowego. I powedzenie zeby to sobie przeczytal na spokojnie, a jutro zeby dal Ci odpowiedz czy to podpisze....
Pozew oczywiscie za porozumieniem stron i ze sie sami podzielicie majatkiem. I jako przyczyne wypisz, ladnym urzedowym jezykiem wszystkie swoje zranione i skopane uczucia i tak ogolnie jego smierdzace sprawki...
Lecz to tylko taka pierwsza mysl... No i trzeba jeszcze rozwazyc, co dalej zrobic, w przypadku gdyby sie nie wystraszyl i jednak podpisal :zmieszany:

Moze przyjdzie Ci do glowy cos skuteczniejszego - w koncu znasz go prawdopodnie lepiej niz on sam siebie Smile A moze pozostali forumowicze beda mieli lepszy pomysl.

Pomysl nad tym i daj znaka co jest 5 Cool

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Go?? on Czw Sty 12 2012, 09:55

"musi zobaczyc realna szanse na to ze straci wszystko."(cytat Fors)
Tez tak mysle....ale poki co to jednak sprobowalabym z nim duzo rozmawiac i mowic mu co cie Miska boli w jego zachowaniu-mowic spokojnie.Powiedz mu Miska ze to czy tamto cie upokarza w jego zachowaniu.Za kazdym razem gdy cie zrani to mow mu o swoich odczuciach w tej sprawie.Wiem jedno-nie da sie zmienic czlowieka ot tak-na juz-to jest praca dluga i wymaga poswiecenia dwoch osob a nie ze tylko jeden chce a drugi leje na to.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Życiowe zakręty.

Pisanie  Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach